Politycy KO krytykują koalicyjne projekty. "Musimy być odpowiedzialni"
W Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Gospodarki i Rozwoju, na którym omawiano skutki planowanych ograniczeń sprzedaży napojów alkoholowych na rentowność sektora handlu detalicznego i stacji paliw. Warto podkreślić, że pomimo zaproszenia, nie pojawili się przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Finansów. – Chcieliśmy, żeby wysłuchali oni strony społecznej, jak to wpłynie na działalność gospodarczą – mówił przewodniczący komisji.
W toku dyskusji poruszono jednak temat poselskich projektów zmian ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Każdy na swój sposób przewiduje restrykcje w dostępności alkoholu i w zasadach jego promocji.
Projekt Lewicy całkowicie zakazuje reklamy wszystkich napojów alkoholowych, w tym piwa, a także zakazuje sprzedaży alkoholu na stacjach paliw i w godzinach nocnych na terenie całego kraju. Z kolei drugi projekt – przygotowany przez posłów Polski 2050 – również całkowicie zakazuje reklamy alkoholu, a ponadto przyznaje gminom większe uprawnienia do wprowadzania godzinowego zakazu sprzedaży alkoholu i podnosi opłaty za uzyskanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu. W projektach "zaszyto" również zastanawiające zapisy, np. eliminujący całą kategorię piwa ze sprzedaży w małych sklepach.
Zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach? Eksperci krytykują
Na początku posiedzenia głos zabrał Marcin Jądrzyk, zastępca dyrektora departament Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, który podkreślił, że resortowi zależy, aby ograniczenia zostały odpowiednio przeanalizowane, by wiadomo było, jakie przyniosą skutki oraz wpływ na przedsiębiorców. – Z naszych danych wynika, że w Polsce jest ok. 120 tys. punktów sprzedaży alkoholu, z czego niecałe 5 proc. to stacje benzynowe. Mamy wątpliwość, czy wyeliminowanie tego kanału sprzedaży faktycznie przyniesie określony skutek. W ocenach skutków regulacji nie było żadnych argumentów i analiz, czy sprzedaż nie zostanie przeniesiona do innych kanałów. Zgłosiliśmy również uwagi związane z promocją alkoholu, które dotyczą kazuistyki definicji. Zwróciliśmy też uwagę na aspekt promocji lokalnych alkoholi, co może się wiązać z promocją lokalnej gospodarki i tradycji kulturowej danego regionu. Podkreśliliśmy też bardzo krótki czas dostosowania się do nowych przepisów – wskazywał.
Adam Ambrozik, ekspert konfederacji Lewiatan, reprezentujący również stacje BP wskazał, że wyeliminowanie jednego produktu ze stacji paliw spowoduje również spadek ogólnej sprzedaży. – Co więcej, funkcjonowanie przez dłuższy czas spowoduje zmianę zachowań konsumenckich i ludzie odejdą od robienia zakupów w sklepach przy stacjach paliw. To rozwiązanie, które narusza zasadę równej konkurencji – argumentował.
W podobnym duchu wypowiadał się Kamil Rybikowski ze Związku Rzemiosła Polskiego. – Naszym zdaniem zakaz sprzedaży alkoholu na stacji paliw, to w naszej ocenie jest to ograniczenie konkurencyjności między różnymi podmiotami handlowymi. Obawiamy się, że może to spowodować spadek liczby stacji paliw, zwłaszcza na obszarach gorzej zaludnionych. Tam często stacja paliw realnie konkurowała ze sklepem spożywczym. Ogół sprzedaży może się na tyle zmniejszyć, że taka stacja paliw nie byłaby opłacalna na takim obszarze – mówił.
Adam Abramowicz, prezes Organizacji Przedsiębiorców Pracodawcy RP podkreślił, że bardzo źle się stało, że projekty dotyczące ograniczenia sprzedaży alkoholu i ograniczenia reklamy alkoholu nie zostały skierowane do pracy od razu w dwóch komisjach. – W komisji zdrowia, w oderwaniu od skutków gospodarczych mieliśmy jeden wielki atak i przedstawianie emocjonalnych argumentów na temat złych skutków alkoholizmu. Oczywiście wszyscy się z tym zgadzamy, że należy ograniczać te skutki. Stacje paliw sprzedają zaledwie 2 proc. wolumenu alkoholu. Alkohol na stacjach jest droższy. Nie ma szans, aby zamknięcie 2 proc. kanału dystrybucji spowodowało jakiekolwiek ograniczenie spożycia – mówił.
Andrzej Strojny z WEI przypomniał, że jego organizacja od początku ostrzegała, iż wprowadzenie nocnej prohibicji przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych i zwiększy szarą strefę. – Efekty widzimy już po tygodniu obowiązywania tych regulacji. Spodziewamy się też wzrostu sprzedaży w wielkich sieciach handlowych. Koncesje przejdą do innych argumentów. Jeśli chodzi o zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. To ok. 2 proc. sprzedaży alkoholu ogółem. Nie widzimy żadnego powodu, aby wprowadzać takie regulacje – mówił.
Z kolei Bartłomiej Morzycki ze Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie zauważył, że "obrady podkomisji nadzwyczajnej toczą się nie tylko w oderwaniu od gospodarki, ale i realiów rynkowych, a więc od tego, co dzieje się ze sprzedażą alkoholu w Polsce". – Cele projektów ustaw, które przyświecają projektodawców są konsekwentnie realizowane. Mamy spożycie alkoholu w Polsce na poziomie najniższym od dwóch dekad. Widzimy konsekwentny spadek spożycia. W przypadku rynku piwowarskiego tylko w 2025 roku zanotowaliśmy spadek o 5,5 proc. Skumulowany spadek przez ostatnie siedem lat to 20 proc. Ten cel jest realizowany, ale niestety nie jesteśmy w stanie przebić się z tą informacją. Już wdrożono szereg działań, które tę sprzedaż hamują. Mamy sukcesywny wzrost akcyzy, rozszerza się zakres nocnej prohibicji oraz zmieniają się trendy społeczne i demograficzne, w tym mody konsumenckie. Coraz więcej ludzi przerzuca się na produkty bezalkoholowe. Tymczasem w tych projektach brakuje rzetelnej oceny skutków regulacji. Wszystkim może się wydawać, że kwestia reklamy alkoholu to spot w telewizji, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Co z dziesiątkami tysięcy punktów gastronomicznych, które będą musiały wymienić swoje wyposażenie? Tak restrykcyjne są te zapisy. Gdzie jest ocena skutków regulacji w sprawie sponsoringu sportu? Co z rolnictwem i uprawami chmielu? – pytał.
Piwa bezalkoholowe? Dobry zamiennik
Podczas posiedzenia komisji pojawił się również wątek piw bezalkoholowych, po które coraz częściej sięgają Polacy. – Dzisiaj model spędzania wolnego czasu sprowadza się głównie do napojów bezalkoholowych. Czy to jest źle? No chyba nie. Tymczasem na komisji zdrowia nam się przedstawia zupełnie coś innego. Można odnieść wrażenie, że do nikogo nie docierają żadne racjonalne argumenty. Skutki tych projektów dla gospodarki będą znaczące. Nie można sobie rozregulowywać działania rynku. Nikt nie chce rozpijać Polaków, ale problem powinien być rozwiązywany racjonalnie a nie emocjonalnie – wskazywał Abramowicz, który zaznaczał, że piwa bezalkoholowe są celem ataków.
Do wypowiedzi Abramowicza nawiązał m.in. Bartłomiej Morzycki. – Mam wrażenie, że prace nad ustawą o wychowaniu w trzeźwości w zadziwiająco dużym stopniu koncentrują się na tym, jak wyeliminować z rynku napoje bezalkoholowe zero procent. Jeden z dwóch projektów zakłada wprost zakaz sprzedaży takich produktów na polskim rynku. Coś, co urosło do poziomu 2 miliardów złotych miałoby teraz zniknąć. To jest kuriozum, żeby napój bezalkoholowy, który jest rozwiązaniem problemu alkoholowego i pozwala na wybór bezpiecznego zamiennika, traktować jako produkt, który miałby zachęcać do alkoholu. To bezsensowne. Przedsiębiorcy, widząc spadki spożycia alkoholu, próbują szukać ratunku w proponowaniu nowych produktów. To ratunek dla branży, ale i tysięcy miejsc pracy powiązanych z branżą piwowarską. Jesteśmy w stanie wskazać bardzo konkretnie, jakie ubytki te rozwiązania przyniosą – argumentował.
Pozytywnie o piwie bezalkoholowym wypowiadała się także Klaudia Jachira z Zielonych, należąca do klubu Koalicji Obywatelskiej. – Za każdym razem się dziwię, gdy dostaje się piwu bezalkoholowemu. To, że powstał zamiennik dla napojów alkoholowych to nasze osiągnięcie. To wręcz nasz ewenement, że młodzi ludzie nie muszą się tłumaczyć, jak nie chcą pić alkoholu. To cały czas w polskim społeczeństwie wymaga odwagi, że ktoś nie będzie pił. To, że spożycie alkoholu spada, to m.in. efekt tego, że część ludzi przestawiła się na piwa bezalkoholowego. Uważam, że atakowanie piw zero jest odmianą radykalizmu – mówiła.
Zmiana przepisów trzeźwościowych? Posłowie krytykują
Obecni na posiedzeniu posłowie skrytykowali również projekty zmian przepisów trzeźwościowych. Poseł Edward Foltyn z Konfederacji zwrócił uwagę na absurdy dot. zakazu reklamy i promocji piwa. – Przez wiele lat działałem w branży gastronomicznej, gdzie bardzo dużym wsparciem jest ta cała oprawa techniczna. Restauratorzy dostają to na ogół po niewielkich kosztach, a w momencie wejścia w życie tych regulacji, będą musieli to wymienić i kupić po normalnych cenach. Efektem może być fala plajt, bo to wsparcie jest gigantyczne – mówił.
Z kolei poseł Bożena Lisowska z Koalicji Obywatelskiej bardzo krytycznie odniosła się do projektów zmian przepisów trzeźwościowych. – Polska gospodarka stoi w obliczu kryzysu gospodarczego. Ponad 850 tys. podmiotów zrezygnowało z prowadzenia działalności. To potężny, systematyczny skok wynikający z tego, że przedsiębiorcy tracą sens prowadzenia firm. Główną przyczyną są oczywiście drastyczne wzrosty kosztów operacyjnych, cen energii i ciężarów regulacyjnych, z którymi nie potrafią sobie poradzić firmy. W tych okolicznościach musimy jako posłowie być odpowiedzialni w regulacjach wykluczających z rynku. Zamiast dyskryminować jedną branżę, pozwalając na bezproblemowy handel tuż obok skupmy się na sprawach skutecznych. Wspierajmy edukację, bezwzględnie weryfikujmy wiek, do czego zachęcają nas środowiska obecne na komisji. Apeluję o mądry kompromis. Wiem, z czym mierzą się polscy przedsiębiorcy, bo sama prowadzę działalność od 35 lat – mówiła.
– Bardzo mi się nie podoba, że te ustawy zmierzają w tak radykalną stronę zakazów. Za mało jest o edukacji i systemowym podejściu. Te zakazy po prostu nie działają. Zresztą znamy to już z poprzedniej epoki i czasów transformacji. Żadna skrajność nie jest dobra. Ten nadmiar regulacji i pójście w zakazy nie jest dobrą drogą – wskazywała Klaudia Jachira.